Miłość, śmierć i muzyka, czyli o tajemnicy radzenia sobie z dysonansem poznawczym

Kilka lat temu prestiżowe czasopismo „Nature” opublikowało serię esejów o muzyce. W konkluzji stwierdzono, że nie da się satysfakcjonująco wyjaśnić, czym jest muzyka i dlaczego wpływa na nas tak mocno.

Zdaniem niektórych psychologów muzyka jest ewolucyjnie ukształtowaną strategią adaptacyjną, która pomaga nam poruszać się po świecie pełnym sprzeczności. Ich zdaniem wpływ muzyki na nasz mózg jest ściśle powiązany z tzw. dysonansem poznawczym. Ów dysonans polega na tym, że ​​ludzie doświadczają nieprzyjemnych uczuć, gdy stają w obliczu sprzecznej wiedzy lub gdy nowe informacje są sprzeczne z ich dotychczasowymi przekonaniami.

Jednym ze sposobów łagodzenia dysonansu jest tłumienie lub odrzucanie tej sprzecznej wiedzy. W obliczu dysonansu dzieci, nastolatki i dorośli odpowiadają podobnie – jeżeli nie mogę tego mieć, to nie potrzebuję tego/ nie chcę tego/ jest mi to niepotrzebne. Przejawem dysonansu poznawczego jest też odrzucenie nowej wiedzy.

Oczywiście równolegle musiał wyewoluować potężny mechanizm umysłu, który umożliwił naszym przodkom przezwyciężenie wszystkich nieprzyjemnych dysonansów poznawczych. Cały rozwój –zarówno języka, jak i wiedzy o wszystkich aspektach świata, polegał przecież na tym, że stare dane i struktury myślowe były zastępowane nowymi, bardziej adekwatnymi i odzwierciedlającymi rzeczywistość. Czy możliwe, że muzyka jest takim czynnikiem, który zmniejsza „ból” dysonansu poznawczego i pozwala nam lepiej przyswajać o zarządzać nowymi danymi? Zdaniem niektórych psychologów tak właśnie jest.

Nieustannie musimy dokonywać wyborów w naszym codziennym życiu – mniej i bardziej ważnych. Kierujemy się przy nich pragmatyzmem, intuicją i emocjami. Są też wybory związane z dwoma uniwersalnymi tematami naszego istnienia – miłością i śmiercią – które są z natury przesiąknięte sprzecznościami. W miłości chcemy ufać w pełni. Ale wiemy, że takie pełne zaufanie jest niebezpieczne, skoro możemy doświadczyć zawodu czy zdrady.

Bodaj największa sprzeczność i związany z tym dysonans, wynikają z myślenia o śmierci. Musimy pogodzić pragnienie wiary w to, że istnieje jakiś świat po drugiej stronie (mniejsza o to, z jakiej tradycji wywodzi się owo przekonanie), który umożliwi duszy wieczne trwanie, ze świadomością, że ziemski czas definitywnie się kończy, a człowiek nieodwołalnie stąd odchodzi.

Wydaje się, że możliwe jest, iż istnienie i popularność niezliczonych pieśni o miłości i śmierci są właśnie wypadkową metody radzenia sobie z dysonansem poznawczym za pośrednictwem muzyki. Być może muzyka pomaga, poprzez wywołanie szeregu zniuansowanych emocji, pogodzić nasze własne sprzeczne emocje związane z dokonywanie wyborów. Ponieważ nieustannie borykamy się z dysonansami poznawczymi, stworzyliśmy muzykę po części po to, aby pomagała nam je akceptować, zarządzać nimi i je przezwyciężać.

Jeden komentarz do “Miłość, śmierć i muzyka, czyli o tajemnicy radzenia sobie z dysonansem poznawczym”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.